niedziela, 7 listopada 2010

Pod napięciem

Na początku to było zabawne, potem irytujące a obecnie doprowadza nas do chodzenia po ścianach. Za niewiele ponad 100 godzin mamy wylecieć w naszą wymarzoną podróż do Syrii, która nadal nie wiemy czy dojdzie do skutku. Wiz wciąż brak.
W ramach zastępczej wyprawy szykujemy się na Maroko, ale konkretnych planów wciąż brak - liczymy na cud, rękę boską czy pomoc Allacha, obojętne jak, byle skutecznie.
Gdyby nie "drobny" papierkowy problem bylibyśmy już niemal gotowi: Max zaszczepiony, pierwsze, próbne pakowanie właśnie za nami, dom wysprzątany dla naszej Kociej Mamy, plany na najbliższe dni określone. Jutro ma zapaść ostateczna decyzja co do destynacji - w środę mija czas na przebookowanie naszych biletów do Damaszku i z powrotem. Chyba zrobiliśmy w tej sprawie już wszystko, co zrobić mogliśmy. Z pewnością konsulat syryjski na długo nas zapamięta.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza